Mrozu w Bielsku-Złotym
W tym roku Mrozu zdominował Fryderyki, wystąpił w reklamie, a bilety na jego bielski koncert stały się niedostępnym obiektem pożądania fanów.
To nie był cichy, spokojny koncert. Od samego początku publiczność ruszyła do tańca i przyjmowała kolejne utwory tak entuzjastycznie, że Mrozu pytał, czy sala jest ubezpieczona. Od początku serwował widowni kolejne hity w rytmach soul i funky, nawiązując do najlepszych wzorów gatunku. Jednocześnie muzyka brzmiała bardzo nowocześnie, także dzięki świetnym instrumentalistom (na scenie było aż 8 muzyków - w tym wokalista). Spektakularne światła dopełniały widowisko i nieustający show frontmana.
Widownia przysiadała tylko przy wolnych wstępach niektórych piosenek, przez cały czas głośno dopingując i śpiewając kolejne refreny. Były chyba wszystkie najpopularniejsze utwory wokalisty - Za daleko, Galacticos, Nic do stracenia, a na finał Jak nie my to kto, ze spektakularną końcówką ze Stawki większej niż życie i perkusyjną solówką. Potem już tylko pożegnanie przy dźwiękach muzyki Johny Lee Hookera i zmęczona, ale zadowolona publiczność ruszyła do wyjścia.