Siesta znowu w Bielsku-Białej

Po dziewięciu miesiącach, jak obliczył Marcin Kydryński, Siesta w drodze powróciła do Bielska-Białej. Wraz z nią zameldował się Miroca Paris.

Po kilku miesiącach przerwy, koncertowa normalność powoli wraca do Bielskiego Centrum Kultury. Jedną z jej jaskółek był wulkan energii z Lisbony Miroca Paris. Publiczność co prawda w zmniejszonej liczbie i w maseczkach, ale gorąco przyjmująca artystę Już pierwsze dźwięki basu zwiastowały, że będzie bardzo rytmicznie, niemalże transowo.

Miroca Paris towarzyszący od wielu lat największym artystom na największych scenach (m.in. Cesarii Evorze, Tito Parisowi i Madonnie) przyjechał do nas ze swoją solową muzyką, wreszcie jako lider swojej własnej formacji. Otoczył się wyjątkowymi, bardzo dobrze grajacymi muzykami. Ciekawostką było wzbogacenie brzmienia - poza tradycyjnym instrumentarium (gitara, bas, perkusja)  przez dziewczynę grającą na trąbce. To dzięki niej do muzyki w wolniejszych utworach trafiła spora dawka jazzowego klimatu. W tych szybszych, współtworzyła gorący cabowerdyjski klimat.

Miroca śpiewał, grał na gitarze, czasami podchodził do instrumentów perkusyjnych "współtworząc" jeszcze więcej rozwibrowanych rytmów, zabawiał też publiczność opowieściami. Jak zwykle przy "siestowych" koncertach, także i tym razem artyści błyskawicznie porozumieli się z publicznością, która na dany znak śpiewała, klaskała, tańczyła. Był też krótki set gitarowo-wokalny, pozwalający przenieść się w inne klimaty, a pozostałym członkom zespołu chwilę odpocząć. Koncert zakończyły dwa bisy - jeden z nich, to piosenka w hołdzie dla mistrzyni i zapewne mentorki Miroki - Cesarii Evory.

mk