Od Jarre'a do Lutosławskiego

Jeden człowiek, jeden instrument i mnóstwo różnorodnych dźwięków - od Jean-Michela Jarre'a do Witolda Lutosławskiego, od Johna Coltrane'a do Fryderyka Chopina. W Bielskim Centrum Kultury im. Marii Koterbskiej wystąpił Leszek Możdżer.

W garniturze, ale boso. Leszek Możdżer wyszedł na scenę, łącząc trochę klasyczną elegancję z buntowniczym image'em. Artysta twierdzi, że jego ciało lepiej przewodzi dźwięki przez bose stopy.

Ukłonił się, uruchomił metronom i bez słowa przywitania zaczął grać melodyjny, wolny temat, by za chwilę płynnie przejść do muzyki Chopina, a potem już rozpocząć zabawy z preparowanym fortepianem. Przez cały koncert skoncentrowany na grze, oświetlony ascetycznym białym światłem, które miało nie rozpraszać ani jego, ani publiczności.

W przerwach opowiadał o muzyce, kokietując publiczność:  - Wiem że tam nie wszystko się zgadzało, ale może nie wszyscy się zorientowali. Delikatnie zahaczał o bieżące tematy społeczno-polityczne, a nawet zdrowotne (-Uprzejmie informuję, że można kaszleć). Przez wszystkie zapowiedzi przewijało się charakterystyczne dla niego poczucie humoru.

Trwający ponad półtorej godziny koncert wypełniła bardzo różnorodna muzyka, od Chopina i dźwiękowych eksperymentów Lutosławskiego, poprzez popisowo zagraną melodię z filmu Prawo i pięść, jazzującą wersję Oxygenne Jean-Michela Jarre'a, jazzową klasykę spod znaku Larsa Danielssona (Suffering) i Coltrane'a (Giant steps). Ze wspólnej płyty z Danielssonem i Fresco, zabrzmiała również nie tylko tytułowa Polska, ale i Africa (wydaje się, że na specjalne życzenie publiczności - "proszę Pana, to akurat znam"). Na bis Leszek Możdżer wykonał chopinowską Etiudę rewolucyjną.

mk