Jaromir w Bielsku-Białej

Biletów na bielski koncert Jaromira Nohavicy zabrakło kilka tygodni przed datą mikołajkowego występu. Nic dziwnego, bard z Ostrawy zawsze znajduje u nas wiernych fanów.

Rozpoczął sam, po chwili przedstawił swoim muzycznych przyjaciół - akordeonistę i  pianistę Roberta Kuśmierskiego oraz perkusistę Pavla Plankę. Na dobry początek opowiedział o sytuacji w Bielsku-Białej w dniu św. Mikołaja "jest tam strasznie, korki ogromne" (przed koncertem nieopatrznie wybrał się na zakupy do miasta). Zdziwił się nieco, że wszyscy dotarli (prawie) na czas i zaczął snuć swoje muzyczne opowieści - na przemian smutno-refleksyjne i rubaszne.

Pokazał, że jego repertuar jest złożony z ogromnej ilości przebojów - Sarajewo i Cieszyńską zagrał już po kilkunastu minutach. Nie zabrakło Czarnej dziury, Paterburga, Ostravo i Komety.

Opowiadał o tym że żyje na pograniczu, że jest dumny z tego, że Czech śpiewa czeskie piosenki w Polsce, a publiczność doskonale rozumie o co w nich chodzi.

Sam grał na gitarze, haligonce i basie (wtedy utwory nabierały nieco jazz-rockowego chrakteru). Publiczność śpiewała, klaskała i co jakiś czas...wybuchała śmiechem. Dwugodzinny koncert zakończył się (jak zwykle w Bielsku-Białej przy okazji koncertów Nohavicy) owacją na stojąco.

Na kolejną okazję posłuchania barda z Ostrawy trzeba będzie nieco poczekać, ponieważ Jaromir Nohavica nie planuje (z małymi wyjątkami) koncertów w Polsce w roku 2020.

mk