Bonashow

Na tym koncercie nikt mógł się nudzić nawet przez chwilę. W ciągu prawie dwóch godzin artysta grał, śpiewał, rozmawiał z publicznością - tworząc swoje wielobarwne, muzyczne show

Artysta z Kamerunu promował w Bielsku-Białej swoją najnowszą płytę Bonafied. Basista i jego zespół wystąpili w wypełnionej do ostatniego miejsca sali Domu Muzyki.

Zespołowi z niezwykłą łatwością przychodziło łączenie odległych muzycznych stylistyk i inspiracji. Lekki, ocierający sie o muzykę popularną jazz łączył z jazz-rockiem. Po melodii inspirowanej muzyką afrykańską potrafił zaproponować utwór Shiva Mantra z orientalnymi, hinduskimi motywami (znakomicie korespondujący z jego turbanem, który założył na ten koncert). Po skomplikowanym rytmicznie jazz-rocku, zagrać fragmenty zbliżone stylistycznie do muzyki latynoamerykańskiej. Wszystko to było możliwe dzięki znakomitym umiejętnością lidera i jego muzyków.

Szczególnie gorąco publiczność oklaskiwała dwie koncertowe perełki. Utwór wykonany a capella przez samego Bonę (z użyciem "magicznego pudełka" pomagającego stworzyć wielogłosowe melodie) i duet z Anną Marią Jopek.

Publiczność chwilami mogła się poczuć jak na występie kabaretowym, słuchając dowcipnych monologów Bony obficie okraszanych polskimi słówkami, z których jago ulubionym było słówko "pipidówa" używane jako przerywnik, oznaczenie miejsca pochodzenia muzyków i w wielu innych sytuacjach.

W finale, na bis Richard Bona zaprosił publiczność do wspólnego tańca, prezentując dwa soczyste rockandrolle z afrykańskimi zaśpiewami i kończąc roztańczonym jazzem w latynoskim klimacie.

To niezwykły koncert, który śmiało może pretendować do tytułu muzycznego wydarzenia roku.

mk