Andrus bawi do łez

Czujny, obserwujący, szukający, zaskakujący skojarzeniami. Tak w Bielsku-Białej zaprezentował sie Artur Andrus.

Artur Andrus zaprezentował widzom dokładnie to czego oczekiwali, czyli miks obserwacji, zasłyszanych opowieści i piosenek. Często z fragmentów usłyszanych w mediach potrafi wyciągnąć zaskakujące wnioski, albo napisać piosenkę o nieoczywistej tematyce. Co jakiś czas przerywa swoje opowieści i zaprasza na scenę zespół, by wspólnie z nim wykonać któryś ze swoich licznych przebojów, lub coś z nowej, wydanej zaledwie kilka miesiecy temu płyty Sokratesa 18.

Tym razem mógł liczyć na wokalne wsparcie. Wraz z nim na scenie pojawiła się Dorota Miśkiewicz, która kilka piosenek (w tym te na bis) wykonała w duecie. Nie zabrakło też kilku jazzujących standardów polskiej muzyki rozrywkowej.

Oczywiście nie mogło także zabraknąć Ballady dziadowskiej o Bielsku-Białej. Metoda jest prosta - w mieście gdzie koncertuje, Artur Andrus kupuje lokalną gazetę i w ciagu 30 minut pisze tekst oparty na lokalnych newsach. W Bielsku-Białej oparł się na najnowszym numerze Kroniki Beskidzkiej.

mk